Minimalistyczna pielęgnacja twarzy dla porannych śpiochów

Witajcie 🙂
W końcu znalazłam trochę czasu na pisanie 🙂

Jestem śpiochem i staram się wykorzystać każdą minutę drogocennego porannego snu.
Budziki (dwa) są do mnie wrogo nastawione i dzwonią co 5 minut, ale moja ręka (bez mojej wiedzy) wciska kolejne drzemki. Właśnie tak wyglądają moje poranki i oczywiście kończy się to bieganiną.
Hmm, nie muszę przecież rano wstawać –  drogerię otwieram dopiero o 11, dziecko mam już odchowane i mogłoby samo zebrać się do szkoły (o czym napomknęła ostatnio moja przyjaciółka), ale chyba po prostu lubię takie poranki.
Nie chodzi mi bynajmniej o bieganinę, ale o poranne spotkania z moim synem. Napędza to mój cały dzień. Nie wiem skąd dzieci biorą tyle energii i radości w sobie (od samego rana), ale jest to coś niesamowitego, a mój syn jest w tym mistrzem. Codziennie rano budzi się z uśmiechem i mam wrażenie, że cieszy się z tego, że udało mu się wstać 🙂
No dobrze wróćmy do pielęgnacji, tak jak w tytule posta – minimalistycznej.


Więc jak już zrobię śniadanie i zaparza się kawa, biegnę do łazienki, najpierw zęby (wiem, że miało być o pielęgnacji twarzy, ale zęby to też nasza ozdoba:) Od około roku używam rano czarnej pasty Ecodenta i jest rewelacyjna. Usuwa idealnie cały osad, ale nie powoduje nadwrażliwości, co zdarzało mi się nagminnie przy używaniu past wybielających.  Po szczotkowaniu płyn do płukania .

Teraz twarz.
Najpierw oczyszczanie:
– Płyn micelarny (wybieram zawsze delikatny, ponieważ idealnie sprawdza mi się do wieczornego demakijażu oczu) właśnie skończyłam Sylveco i zaczęłam Noni Care . Porównując te dwa produkty mogę napisać tak: oba świetne 🙂 Nie podrażniają, są delikatne jednak różnią się trochę konsystencją. Sylveco jest bardziej „wodnisty” przez co przy przecieraniu skóry jest bardziej „tępo” niż przy NoniCare , ale Sylveco ma inny atut można dodać go do dowolnej glinki i zrobić sobie nawilżająco –  oczyszczającą maseczkę  🙂
Po oczyszczeniu skóry płynem, zawsze spłukuję go wodą gdyż mam wrażenie, że po przemyciu jeszcze coś zostaje.


– Tonik lub hydrolat (obecnie Vianek i Bioline) – dobrany do rodzaju cery (ja mam suchą), wybieram zawsze w atomizerze (spray) lub przelewam do buteleczki ze spryskiwaczem ponieważ uważam, że taki rodzaj aplikacji daje najlepsze efekty i zabieram go do … kuchni  gdzie czeka na mnie upragniona kawa 🙂
Spryskuję twarz tonikiem pomiędzy kolejnymi łykami pysznej Latte (żeby nie tracić czasu 🙂 i lekko wklepuję, powtarzam aplikację 3 razy.


Uff…  teraz szybki powrót do łazienki (odkładam tonik) i na jeszcze wilgotną twarz aplikuję serum nawilżające – na dzień wybieram serum wodne gdyż szybciej się wchłaniają 🙂
Obecnie NoniCare serum nawilżające na bazie aloesu i owocu Noni, jestem nim zachwycona i robię drugą kurację (chociaż zwykle zmieniam na nowe produkty chyba, że coś jest extra 🙂
I znowu chwila na kawkę 🙂
Po kilku łykach i krótkiej pogawędce z synem, zabieram się za krem. Przy wyborze kremu na dzień kieruję się zwykle jego konsystencją i szybkością wchłaniania oczywiście ze względu na poranne zaleganie w łóżku. Całe szczęście w dzisiejszych czasach nie trudno znaleźć dobry krem o takich właściwościach. Aktualnie testuję Mokosh krem wygładzający Figa, który szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze. Dodatkowym atutem tego kremu jest to, że naprawdę wygładza i pozostawia cerę aksamitną 🙂

Podczas gdy krem się wchłania, ja wyprawiam dziecko do szkoły , daję buziaka i życzę miłego dzionka 🙂
Drzwi się zamykają, a ja dopełniam pielęgnację kremem z bardzo wysokim filtrem. Moim faworytem jest koreański krem – żel marki Skin79. Ten produkt znacznie różni się od typowych kremów przeciwsłonecznych. Po pierwsze jest bardzo „lekki” i nie pozostawia na skórze białego „filmu”, po drugie posiada filtr SPF50+ (który chroni przed promieniowaniem UVB) oraz PA++++  wysoki filtr przeciw promieniowaniu UVA. Po trzecie stanowi idealną bazę pod makijaż. Pewnie niektóre z Was będą się zastanawiały dlaczego i po co krem z tak wysokim filtrem przecież jest jesień  i słońca jest „ jak na lekarstwo”? Otóż nie będę się tu rozwodzić, że promieniowanie dociera do nas nawet w bardzo pochmurny dzień, ten argument też mnie nie przekonywał do czasu … gdy nabawiłam się przebarwień posłonecznych 🙁 Nigdy nie leżałam „plackiem” na słońcu, wręcz przeciwnie zawsze wybierałam cień i stosowałam kremy z filtrem, niestety wątpliwej jakości. Przebarwienia pojawiały się  jak „grzyby po deszczu”. Od początku tego roku postawiłam na koreańskie filtry i to był strzał w dziesiątkę 🙂 Żadnego nowego przebarwienia 🙂
I właśnie dlatego nie ruszam się z domu bez kremu z filtrem.


Koniec pielęgnacji. Teraz czas na dopicie już prawie zimnej kawy i oczywiście na delikatny dzienny makijaż, o którym niedługo napiszę 🙂
Pozdrawiam Kasia.
P.s. Piszcie w komentarzach, o swojej porannej pielęgnacji, chętnie się dowiem jakie macie ekspresowe “rytuały” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *